PRZYWIEZIONE Z PODRÓŻY

Pojechałam do Budapesztu i wszystko co przywiozłam Trish to lichy magnes na lodówke z widoczkiem na parlament. Wiem, wiem, jako pamiatka nie było to zbyt kreatywne. Ale co innego mogłam przywieźć? Do głowy przyszło mi tylko wino ale w tym wypadku byłoby to jak wożenie drewna do lasu.

W poszukiwaniu pamiatek odwiedziłam węgierska “cepelię” gdzie moja uwagę przykuły ręcznie haftowane ludowe bluzki, jedne z tych, które cudownie prezentuja się “na wyjeździe” po czym wracasz do domu i zastanawiasz się co ci strzeliło go głowy.

Nie spodziewałam się, że w jednym w tych sklepów znajdę wymarzona spódnicę.

Było to jeszcze zanim wszystkie moje wakacyjne plany kompletne się rozsypały i lato rozposcierało się przede mna w całej okazałości,  pełne balsamicznych wieczorów w otoczeniu spektakularnej architektury budapesztańskiego zamku, wybrzeża Amalfi, tarasu z widokiem na morze i brukowanych uliczek malych, włoskich miast. Potrzebowałam pasujacej do takiego otoczenia spódnicy.

Znalazłam ja własnie w węgierskiej cepelii. Wisiała przyczepiona do ściany jako dekoracja, upchnięta w kacie na pierwszym piętrze. Nie była na sprzedaż. Nie miała nawet guzika w pasie ale uparłam się, że będzie moja.

Ostatecznie nie odwiedziłam wybrzeża Amalfii i musiałam skrócic moje wakacje w Budapeszcie. Jednak spódnica, tak jak moja sukienka Tôteme, przetrwa próbę czasu. Kiedy na nia patrzę, myśle o goracej Sycylii rodem z Ojca Chrzestnego, o rozgrzanej kostce brukowej i wdzięku minionej epoki.

Do zobaczenia w przyszłym roku, słoneczna Italio, przyjeżdżamy razem ze spódnica ;)))

I’m wearing:

Shirt- Zara

Skirt- no brand

Bag- Primark

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *