PARIS PHOT SHOOT

It was a  it of a marathon for me, the last 4 weeks. France- England- France- Guadeloupe- France-London. I think I know by now every square inch of Paris Montparnasse station and of course both Eurostar terminals. Getting a train between London and Paris feels a bit like getting a metro.

I wanted to tell you about our Paris photo shoot we did this month. Looking bac, everything went fine but it wasn’t plain sailing at first.  Must have been Mars retrograde. A photographer who agreed to work with me just stopped answering my emails. I’m quite annoyed with myself because this was the second time she did it and I should have pulled out the first time it happened (if you wandering why I still wanted to work with her, the reason is simple- she is really, really good). But I held on booking anything until I knew she was available.

Ostatnie 4 tygodnie mogę tylko określić jako maraton. Francja- Anglia- Francja- Gwadelupa- Francja- Anglia. Znam już chyba kazdy centymetr kwadratowy paryskiej stacji Montparnasse i oczywiscie obu terminali Eurostar. Wsiadajac do pociagu Paryż- Londyn, czuja sie ostatnio tak jakbym wsiadała do metra. 

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o naszej sesji zdjęciowej, która odbyla sie poczatkiem miesiaca w Paryżu. Kiedy patrzę na to teraz, wszystko w końcu poszło dobrze ale kosztowało mnie to niemało stresu. Może to wina Marsa w odwrocie? Fotograka, która miała sfotografować kolekcję nagle przestała odpisywać na emaile. Byłam wkurzona na siebie ponieważ wystawiła mnie po raz drugi (jeśli zastanawiacie się dlaczego wciaż chciałam z nia pracować, powód jest prosty- jest naprawdę wspaniała w tym co robi). Za pierwszym razem nie bardzo się przejęłam ponieważ wstrzymałam się z organizowaniem sesji dopóki nie miałam pewności, że będzie wtedy wolna. 

Paris
On the way to our apartment.


Paris
The fireplace!
Paris
Just look at this space…
Paris
The hallway
Paris
Also the hallway!

The second time around it was kind of  “now or never” situation. We agreed on a date, a make up artist was was coming form London, the location and Eurostar tickets were paid for. Everything was ready to go and she just stopped replying. I spent a miserable weekend. The shoot was planned for  Wednesday. On Saturday, I had no model and no photographer.

You read it right. Two models pulled out on me, too. It’s very difficult to find a short woman (I was looking for someone up to 160cm tall) and women I found were commercial models. Very, very beautiful but often curvier than my seize 36 samples.  So I resorted to contacting influencers… Guys, I know now why they often get such a bad rep…I mean, you are mind conversation with someone to discuss organisation details and they just stop replying. Nothing. Nada. At first I thought that maybe I offended these persons? But no, I’m super respectful, offered to pay an advance and to pay expenses in advance too…I run a business and I know how precious time is, so I’m always super careful not to waste people’s time and I get annoyed when my time is wasted, too. I did take it personally at first but then I realised that this women just weren’t professional and it was nothing to do with me.

Jednak tym razem byłam w sytuacji wszystko albo nic. Umówiłysmy się co do daty, makijażystka miała przyjechać z Londynu, mieszkanie i bilety na Eurostar były już kupione. Wszystko było gotowe kiedy fotgrafka przestała sie odzywać. Spędziłam bardzo nerwowy weekend. Sesja była zaplanowana na środę. W sobotę nie miałam ani fotografa ani modelki. 

Tak, dokładnie. Druga modelka wycofała się w ostatniej chwili. Trudno jest znaleźć niska modelkę a prototypy były uszyte właśnie osobę do 160cm. Oczywiscie, sa przepiękne tzw komercyjne modelki ale nasze prototypy zostały uszyte w rozmiarze 36 zatem koniec końców nie znalazłam nikogo. Skontaktowałam się z kilkoma influencerkami… Powiem Wam, że wiem już wiem dlaczego influencerki maja często nieciekawa reputację. Dziewczyny, które wyraziły chęć pracy ze mna, przestały odpisywać. Na poczatku myślałam, że może kogoś obraziłam?  Ale nie, wiem, że traktuje innych z szacunkiem, zaoferowałam zapłacenie połowy w formie zaliczki i opłacenie z góry wydatków na podróże.  Sama prowadzę biznes wiec wiem jak cenny jest czas i staram się nie tracić czasu innych (i bardzo się denerwuję, kiedy ktoś traci mój).  Na poczatku wzięłam to do siebie ale potem stwierdziłam, że widocznie te osoby nie były profesjonalne i koniec.

Paris
Morning in Paris
Paris
Prepping, prepping
Paris
Props

After indulging  a little in a pity party I got really annoyed with myself. Why did I allow other people to “highjack” my photoshoot? I thought- NO,  it’s MY shoot and it’s going ahead no matter what.

I plucked up the courage and I emailed a photographer from Paris whose work I long admired on Instagram. I expected her to be busy but as my shot was planned the day after Paris Fashion Week had ended, she was free to do it. 

As for a model, I decided I would stand in front of the camera myself. It was not ideal because I wanted to build a brand detached from my face but it kind of made sense at the end. I’m short and the samples fit me. The con was that instead of working with the photographer (you will so much when you are not in the middle of action),  you have to get comfortable in front of the camera lens. And of course, there is a visual factor. Maybe a couple of year ago it wouldn’t have been a problem for me, but I feel that last year added at least 5 more years to my face. As I said, not ideal.

Poczatkowo czułam sie dość kiepsko ale potem się wkurzyłam- w końcu to MÓJ biznes i MOJA sesja, i odbędzie się, żeby nie wiem co.

Koniec końców wysłałam emaila fotografce, która mieszka w Paryżu i której pracę od dłuższego czasu podziwiałam na Instagramie. Myślałam, że będzie zajęta ale traf chciał, że moja sesja miała się odbyć dzień po paryskim Tygodniu Mody i była wolna. Szybko uzgodniłyśmy warunki. 

Jeśli chodzi o modelkę to w końcu musiałam sama stanać za kamera. Nie bardzo mi to pasowało ponieważ chcę budować markę niekoniecznie oparta na mojej twarzy. Miało to jednak sens ponieważ prototypy sa uszyte w moim rozmiarze. Kolejnym minusem było to, że zamiast stać z boku i pracować z fotografka nad obrazami, o jakich myślałam, musiałam poczuć się wygodnie przed kamera. Jeszcze dwa lata temu nie miałabym z tym żadnego problemu ale ostatni rok dodał mojej twarzy przynajmniej pięciu lat. 

Paris
Just a brush station 🙂
Paris
Obsessed with my new sunglasses
Paris
Bob + extensions = messy bun

But that was it, I was going to make it to happen no matter what. On Tuesday evening, after a long  day at court and a mad dash to London Eurostar terminal,  I arrived at our Paris flat I booked for the shoot.

If ever the was a definition of a lucky person, I’d say the owner of this apartment counts as one. Four bedrooms, a large living room, dining room and two bathrooms- not too shabby. It was a dream place- high ceilings, parquet floors, balconies, marble fireplaces…

Ale cóż tak musiało być i już. We wtorek wieczorem, po długim dniu w sadzie i sprincie żeby złapac Eurostar do Paryża, dojechałam wreszcie do mieszkania zamówionego na sesję. 

Włascieciela mieszkania na pewno można nazwać szcześciarzem/szczęściara. Mieszkanie składało sie z czterech wielkich sypialni, ogromnego saloni, jadalni i dwóch łazienek. To jest paryskie mieszkanie moich marzeń- eleganckie, wysokie sufity, parkiety, kute balkony i marmurowe kominki…

On the day of the shoot I was so nervous that instead of preparing dresses and props, I was on Instagram, unable to do anything constructive. At the end, I pulled myself together in time to get stuff done before Aga, my make up artist arrived. I worked with her before and I knew she was going to make me look all cheekbones and tousled hair. I had recently cut my hair to a short bob so I bought some extensions, which Aga made into a messy bun. 

W dniu sesji byłam tak zdenerwowana, że zamiast przygotowywać od rana sukienki i rekwizyty, siedziałam na Instagramie, sparaliżowana nerwami i niezdolna do zrobienie absolutnie niczego. W końcu jednak udało mi się pozbierać przed przyjazdem Agi, makijażystki. Z Aga pracowałam już wcześniej i wiedziałam, że dzieki niej będę mieć kości policzkowe jak brzytwa i włosy w pozornym nieładzie. Niedawno ściełam włosy na krótkiego boba wiec ratowałam się doczepianymi.

Paris
Obligatory Parisian balcony
Paris
Still can’t get over the space…
On the streets of Paris
Paris
That doorway…
Paris
hello, pretty

I was so nervous- I guess it’s different to shoot for the blog when I know I have a super nice audience than for a promotional material. I mean, these photos have to have to power to bring audience to the shop and sell the collection. No pressure then.

Hana, the photographer turned out to be so nice and charismatic and she managed to put me at ease in 10 minutes flat. We immediately agreed on a concept and got it done, with Aga making sure my make up stayed put. I loved it, our little crew just getting stuff done on the streets of Paris. 

Dlaczego byłam tym razem wyjatkowo zdenerwowana? Na pewno czułam się pod większa presja wiedzac, że zdjęć muszę użyć do promocji kolekcji. Kiedy robię zdjęcia na bloga, jestem dużo bardziej zrelaksowana wiedzac, że mam fajne czytelniczki, które nie będa oceniać mojego podwójnego podbródka 🙂 

Hana, fotografka okazała się przemiła i charyzmatyczna osoba, której udalo sie mnie zrelaksować w niecałe 10 minut. Momentalnie porozumiałyśmy się co do wspolnej wizji i zabrałysmy sie do pracy. Aga towarzyszyła mi cały czas aby upewnić się, że makijaż jest na miejscu. Atmosfera była naprawdę świetna. Po zdjecach w mieszkaniu przeniosłyśmy się na ulicę i do kafejki.

Paris
And it’s a wrap!
Paris
Can’t wait for the weather to wear this.
Paris
Working, working
Paris
Chic 7th Arrondissement

The day went by in a flash. Before The French joined me for dinner and champagne, (not at all romantic, a take away Mexican and a bottle of champagne at home),  I strolled through the neighbourhood of of chic 7th Arrondissement, just round the corner from my old friend, the Eiffel Tower. We stayed here a few times on holidays and even the bistro where we took some of the photos,  was a familiar one- Trish and I went through a few bottles of Puligny- Montrachet there one summer 🙂

And just like this, it was time to pack out bags and go to the airport. We were traveling to French Antilles for a birthday party. Rum, white sand beaches straight from Bounty commercial and balmy nights- a perfect antidotum to recent weeks…

Dzień upłynał w mgnieniu oka. Zanim The French dołaczył do mnie na obiad i babelki (nic romantycznego, meksykańskie jedzenie na wynos i buteka szampana w domu 🙂 poszłam się przejść po okolicy, eleganckiej siódmej dzielnicy przy samej wieży Eiffla. Mieszkaliśmy tam wcześniej kilka razy i nawet bistro, w którym robiłyśmy zdjęcia było znajome- jednego lata Trish i ja upodobałyśmy sobie ich Puligny- Montrachet 🙂

I to był koniec- nastepnego ranka pakowaliśmy się na lotnisko. Wybieraliśmy sie na francuskie Antyle na przyjęcie urodzinowe. Rum, białe piaski jak z reklamy Bounty i balsamiczne noce- perfekcyjne antidotum na ostatnie kilka tygodni…

Udostępnij:

Komentarzy: 2

  1. Aska
    25/03/19 / 00:12

    Kochana pięknie ♥️

    • Ana
      Autor
      25/03/19 / 23:10

      Dziękuje Asiu! xxx

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *