LET US DANCE

W trakcie niedawnej rozmowy przyjaciolka, ktora pracuje w tym samym zawodzie co ja, powiedziala mi, ze ma pare obcasow, ktore zaklada zawsze kiedy chce sie poczuc szczegolnie silna.

Louboutin

For someone who until recently could hardly spell “sneakers” and who can run in heels (with a suitcase full of papers attached to one hand and a coffee cup in another hand no less) my go to “powerful” shoes is a pair of my Louboutin flats. I can’t even explain it myself. Maybe it’s the ability to briskly navigate streets and steps or perhaps that feeling of standing firmly and comfortably (I’m not sure how much I like this word) allowing me to concentrate on a task in hand. On those days my Louboutins make an appearance. I love wearing them with a little, Chanel like tweed suit to work and a mini skirt and high neck top off duty.

Topshop Strappy pumps

The red suede pair you see on the photo (recent Topshop purchase) are a nod to this season strappy trend to which I happily succumbed because they are pure fantasy shoes, aren’t they? They remind me of an old, 1948 movie “Red shoes” about a ballet dancer (the movie is loosely based on Hans Christian Andresen’s tale). I wear them together with my red opera coat (which I featured a few weeks ago in Return of Italian Glamour). This outfit quickly became my staple on the days when I wear jeans but I still need to look elegant and chic.

Pointe Shoes-2

Nie zgodzilam sie z nia. Jak na osobe, ktora do niedawna nie wiedziala, jak sie pisze “trampki” i jest w stanie biegac na obcasach (z walizka papierow przymocowana do jednej reki i z kubkiem kawy w drugiej), buty, ktore zakladam kiedy chce sie poczuc mocna i energiczna to moja para plaskich Louboutinow.  Sama nie jestem w stanie wyjasnic tego fenomenu. Byc moze jest to spowodowane tym, ze w moge w nich szybko i sprawnie nawigowac ulice i schody lub tez poczuciem, ze stoje mocno na ziemi (a nie chwieje sie na obcasach) co pozwala mi sie skoncentrowac na tym, co akurat robie. W te dni wlasnie wyciagam z szafy moje Louboutiny. Lubie zakladac je do garnituru z tweedu (a la Chanel) do pracy lub do mini spodnicy i zabudowanej bluzki w wolnym czasie.

Louboutin

Czerwona zamszowa para ze zdjecia to niedawny nabytek z Topshopu. Zawiazywane na sznurowki sa uklonem w strone tegorocznego trendu, ktory ogromnie mi sie podoba poniewaz takie pantofelki to czysta fantazja. Przympminaja mi o starym filmie z 1948 pt. “Czerwone baletki” o tancerce baletowej, ktory byl zainspirowany basnia Hansa Christiana Andresena.  Moje czerwone baletki zakladam do jaskrawoczerwonego pudelkowego plaszcza, ktory pokazalam juz w poscie “Powrot wloskiej elegancji”. Jest to zestaw, ktory zakladam w dni, kiedy mam ochote ubrac dzinsy ale w dalszym ciagu chce byc elegancka i stylowa.

Topshop Strappy pumps

Rozmawiajac o baletkach nie moge pominac tych orginalnych, na płentach. Moje sa z firmy Freed of London i kupilam je w londynskim Covent Garden. Czy wiecie jak sie “dociera” nowe baletki na płentach? Nalezy zawinac je w foliowy worek i potrzymac nad parujacym czajnikiem. Nastepnie trzeba uderzac nimi w podloge tak dlugo az zmiekna. Rade ta dala mi moja byla nauczycielka baletu, Brigitta. Naprawde dziala! Wstazki do nich przyszylam sama i do tej pory sie dziwie, ze jeszcze sie trzymaja. Kocham balet. Cos, co zaczelam dawno temu jako antidotum na zlamane serce okazalo sie jednym z najwspanialszych hobby. Do tego takim, ktore pozwala mi na odgrywanie dzieciecych fantazji o rozowych baletkach, satynowych wstazkach i tiulowych spodniczkach tutu.

Pointe Shoes-2

Przygotowuje dla Was post, w ktorym opowiem wiecej o balecie, pokaze Wam moja kolekcje ciuchow do tanca 🙂 oraz opowiem gdzie w Londynie mozna zapisac sie na lekcje. Zapraszam wiec wkrotce a do tego czasu…zatanczymy?

Share:

Komentarzy: 2

  1. 17/05/15 / 12:54

    dziewczyny,robicie świetną robotę, wyróżnikiem bloga jest narracja, dobre operowanie słowem i Wasze słodkie, bezpretensjonalne osobowości.
    Mam dwie uwagi,, które mogą moim zdaniem polepszyć to jak Wasi czytelnicy odbierają bloga – doceniam, że wprowadziłyście język polski (pewnie z racji strategii promowania w Polsce oraz w UK) do tekstów, ale prezentacja wpisów na jednej stronie jednocześnie w obu językach wprowadza chaos i …nie wygląda to profesjonalnie – czy nie myślałyście po prostu o polskiej i angielskiej wersji strony, do wyboru gdy wchodzimy na stronę domową poprzez flagi u góry strony, itp (jak u Garance, francuska i ang 🙂 )
    Po drugie, czytelnicy docenilby lepszą jakość zdjęć – mam na myśli więcej detali, zbliżeń, i generalnie większą profeskę 😉 słodkie były relacje z podróży Waszych, i wiem że nie zawsze super aparat jest pod ręką, ale gwarantuję Wam, zainwestowanie w dobry sprzęt, szkolenie (a może kogoś do robienia zdjęć?), na pewno się opłaci. Jak na razie teksty się wyróżniają bo są dopracowane, ale zdjęcia odstają jakością.
    Aha, no i osobista, egoistyczna ;), rada, chciałabym widzieć na blogu więcej wpisów w dziale ‘beauty’. Na pewno macie dostęp do kosmetyków, usług, teorii, które z Waszym zdorowrozsądkowym podejściem byłyby świetnym tematem. Walka o czystą piękną cerę, utrzymywanie zdrowego, młodego wyglądu, to wszystko mnie baaardzo interesuje! i pewnie znajdą się tysiące innych czytelniczek, które mnie w tym poprą 🙂
    Pozdrawiam
    Kika

    • admin
      17/05/15 / 15:11

      Kika, przede wszystkim ogromnie sie cieszymy, ze do nas zagladasz! Ogromnie Ci dziekujemy za uwagi. Faktycznie wprowadzilysmy j. polski poniewaz mamy nadzieje na dotarcie do szerszej grupy czytelniczek 🙂 Mamy nadzieje, ze osobne strony PL i UK pojawia sie juz wkrotce (ach, ta niedoscigniona Garance 🙂 Podobnie ze zdjeciami 🙂 Ana ma zupelna obsesje na punkcie wszystkiego co dotyczy “beauty” (pudla kosmetykow i wieczne wycieczki do roznych przybytkow pieknosci sa na to dowodem 🙂 wiec bardzo chetnie wprowadzimy regularne posty w rubryce “beauty”. Dziekujemy za sugestie i pozdrawiamy serdecznie! Ana & Trish

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *