BOGINI W BRAZIE CZYLU MOJE ULUBIONE SAMOOPALACZE

Czy nie byloby wspaniale gdyby samoopalacze mogly opalac na color kawy cappuccino albo karmelowej mokki? Moim ulubionym kolorem bylby kawa latte.

Od dawna szukam samoopalacza, ktory zamienilby color mojej skory w dokladnie ten odcien. Wyprobowalam i przetestowalam tony produktow na rynku ale niestety zaden z inch nie osiagnal zamierzonego efektu. Doszlam zatem do wniosku, ze musi byc to zwiazane z kolorem mojej skory poniewaz widze dziewczyny na ulicy “opalone” na przepyszne kolory kawy czyli jest to do osiagniecia. Za kazdym razem mam ochote pobiec za mimi krzyczac: Czym jests opalona? I gdzie kupilas ta rozowo-cielista szminke?

Z marnym sukcesem w departamencie odcieni kawy, postanowilam skupic sie na samoopalaczach, ktore beda wygladac naturalnie czyli zastosowac test “Brazowej Bogini” Moje upodobanie do (sztucznej) opaleninzy zaczelo sie wiele late temu kiedy odkrylam Johnson & Johnsaon balsam co ciala z samopalaczem. Smarowalam sie nim bez peelingu tak dlugo, az zaczal schodzic w latach na dekolcie. Teraz rzadko stosuje “stopniowe” samoopalacze poniewaz kiedy w koncu dojdzie sie do pozadanego koloru, juz trzeba stosowac peeling.

Mysle, ze w tym momencie przetestowalam wiekszosc produktow na rynku. Pod spodem napisalam o moich ulubionych. Sprawdzilam tez witryne Feel Unique (www.feelunique.com) i wyglada na to, ze sprzedaja wiekszosc z tych, o ktorych pisze, oraz ze wysylaja do miedzy innymi do Polski.

@Cocoa Brown 1 hour Tan Mousse by Marissa Carter. Odkrylam go w zeszlym roku i uzywam teraz caly czas. Nie moglabym dac mu zadnego minusu, jest po prostu znakomity. Ma konsystencje kremowego musu o brazowym zabarwieniu wiec widzisz gdzie go nakladasz. Zapach tez nie jest nawet w polowie taki, jakie maja inne samoopalacze (chyba, ze tak jak ja pojdziecie zaraz po nalozeniu na lekcje capoeiry. Im mniej o tym powiem, tym lepiej). Samoopalacz wysycha bardzo szybko a barwnik daje natychmiastowa opalenizne wiec mozecie bez problemu wyjsc z domu i spotkac sie z ludzimi (chyba, ze jest to lekcja capoeiry). Rezultat koncowy to naturalna, zlota opalenizna, ktora trzyma sie okolo 10 dni. Po tym czasie “wyciera sie” a nie schodzi w plamy. W wielu przypadkach moja bardzo jasna skora oznacza, ze samoopalacze data jej lekko pomaranczowe zabarwienie ale Cocoa Brown jest po prostu perfekcyjny. W dodatku kosztuje mniej niz £10.

@Rodial- za kazdym razem kiedy go nakladam, mysle o naszej podrozy do Kalifornii. Zabralam go wtedy ze soba i mieszalam po codziennym prysznicu z balsamem do ciala aby osiagnac delikatna, zlota opalenizne. Po nalozeniu go wygladam jakbym wrocila z weekendu w St Tropez.

@Famous Dave– glupawe imie, swietny produkt, ktory dal mi dosc gleboka (jak na moja skore), naturalna opalenizne podobna do tej jaka uzyskuje sie po tygodniu na Karaibach. Jedyny problem to taki, ze widzialam go tylko w domach towarowych w centralnym Londynie i szczerze mowiac nie chce mi sie fatygowac sie na Oxford Circus za kazdym razem kiedy potrzebuje nowa butelke.

@St Tropez- moj stosunek to tego samoopalacza waha sie pomiedzy miloscia a nienawiscia. Uzywalam go przez lata i daje on naprawde piekna, gleboka opalenizne. Niestety, schodzi w plamy a zapach po prostu rzuca na kolana i to nie w dobrym tego slowa znaczeniu. Zapomnij o tym, ze nalozysz go i wyjdziesz “do ludzi”. Jesli chodzi o konsystencje wole mus niz emulsje, ktora jest lepka i na dlugo zostaje na przescieradle. Nie da sie jednak zaprzeczyc, ze rezultatem jest opalenizna, ktora trudno osiagnac uzywajac innych produktow. Niedawno St Tropez zaproponowal nowy produkt, ktory uzywa sie pod prysznucem. Naklada sie go na 3 minuty a nastepnie zmywa. Jeszcze go nie wyprobowalam ale jest nastepny na mojej liscie, wiec napisze o rezultatach. Byloby wspaniale gdyby dzialal- ekspresowe opalanie bez zapachu, plam i ekstra pol godziny w lazience.

@Vita Liberata phenomenal lotion– kupilam go w zeszlym roku przed wakacjami poniewaz producent obiecywal trzytygodniowa opalenizne, a ja nie chcialam klopotac sie z samoopalaczem na wakacjach. Jest drogi- okolo £40 za butelke. Musisz go nalozyc, nastepniego dnia wziac prysznic, po raz kolejny go nalozyc az do trzeciej aplikacji. Ma to zapewnic trzytygodniowa opaleznizne, ktora u mnie wytrzymala ponad dwa tygodnie. Kolor byl bardzo naturalny ale dosc jasny mimo, ze kupilam odcien “sredni”. Ma dosc wodnista, lekka konsystencje i kompletnie go nie czuc. Naprawde, nic a nic. Po nalozeniu go wyszlam zobaczyc sie z Trish i zupelnie nic nie czulam (Trish tez nie). Wytarla sie bardzo natrualnie (nie w plamy) ale po pond dwoch tygodniach uzupelnialam juz samoopalaczem Clarinsa.

@Clarins– daje piekny, zloty odcien. Wole krem niz zel, ktory nie wchlania sie tak dobrze i jest lepki, ale color jest warty troche niewygody. Niestety nie ma barwnika, wiec jesli jests nowicjuszka- uwaga na smugi!

@Rimmel– jesli chcesz zmywalna opalenizne w dobrej cenie. Kolor jest ok ale zauwazylam, ze musialam nalozyc kilka warstw aby zbudowac odcien, ktory chcialam. Kazda z warstw suszylam suszarka (zanim nie wyschnie, nie widac ostatecznego koloru) a nastepnie nakladalam kolejna warstwe.

Share:

Komentarzy: 2

  1. kika
    29/05/15 / 14:36

    Jako zdeklarowana Polish rose 😉 czyli bialo-rozow-sina eteryczna postac 🙂 opcja samoopalaczy jedynie wchodzi w rachube gdy potrzebuje wygladac jako tako pod palmami.

    Jesli moge cos zaproponowac: jesli juz opcja polskosci pojawila sie na blogu, mam propozycje posta 🙂 moze by cos z kosmetyczno-pielegnacynej sekcji zrobic, tyle sie czyta o francuskich produktach, az do znudzenia, moze by oryginalnie i odwaznie opisac co w polskiej kosmetyce jest warte do kupienia podczas city break, np. moj ukochany Skinoren, bez recepty a leczy i robi cere jak pupka niemowlaka, plus rozne eko produkty jak kremy rózane, make me bio, i inne, hydrolaty, czystki, niesmiertelniki? no i to ze Polki lubia sie bawic w Marie Sklodowska 🙂 i same kreca kremy z biochemii urody 🙂 (polecam na przebarwienia, pory, zmarchy, nawilzenie i co nie badz, po prostu super magia, kwas PHA, z Biochemii czy gdziekolwiek, – to taka nasza SK-II 🙂 ). i kolorówka! inglotem nawet Anja sie chwali na into the gloss 🙂
    trzymam kciuki za rozwijanie bloga, odwage i oryginalnosc. nie komentuje wpisow Trish ale czytam z zapartym tchem bo sa super ciekawe! pozdrawiam

    • admin
      31/05/15 / 19:41

      Przede wszystkim ogdomnie sie cieszymy, ze regularnie do nas zagladasz! Dziekujemy za sugestie. Obie ogromnie lubimy polskie kosmetyki i zawsze przywozimy z Polski Iwostin (uwazamy, ze jest lepsze niz Vichy), Dr Irena Eris i cala mase kolorowych kosmetykow z Inglota- sa rewelacyjne. Nie wiedzialysmy o Skinoren czy Biochemii ale dziekujemy za sugestie- na pewno wyprobujemy, szczegolnie Ana na problemy z cera. Wkrotce bedziemy w Polsce i zrobimy zapasy 🙂 Pozdrawiamy cieplo! Ana & Trish

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *